Muzyka akceptacji siebie

To muzyka na późną jesień. Na tę chłodną, spowitą mgłą, przyprószoną rdzawymi, opadłymi już z drzew liśćmi porę. Poszczególne utwory układają się w jedną, puchatą jak staropolska pierzyna chmurę, która otuli nas przed ciągnącą, jesienną wilgocią. Na tej płycie nie ma żadnego pośpiechu, nerwowości. Są zatopione w bezkresnej przestrzeni meandry trąbki, są modulowane elektronicznie – ale dziwnie swojsko, przyjaźnie brzmią­ce dźwiękowe plamy gitarowych akordów. Dominują spokój, melancholia, zen dnia powszedniego, skupienie na tym co tu i teraz. To muzyka akceptacji siebie i świata takiego, jakim jest.

Pierwsze przymiarki do tego albumu miały miejsce w ubiegłym roku w pełnej uroku miejscowości Gorlice położonej w Beskidzie Niskim. Trudno jednak nie pomyśleć o tym, że na atmosferę tej muzyki wpływ miała sytuacja, w której znajdujemy się już od wielu miesięcy. „Two Souls” to odpowiedź na całą naszą niepewność związaną z dławiącą nas pandemią. Na codzienną gonitwę myśli, na strach, na informacyjny szum, który niczego nie wyjaśnia, niczego nie tłumaczy, a tylko potęguje poczucie zagrożenia.

Jeśli też macie takie problemy, to najlepiej zaparzyć sobie filiżankę dobrej kawy, przykryć się ciepłym kocem i puścić sobie płytę Stanieckiego i Jachny. Później pozostaje już tylko oddać się tym dźwiękom i pozwolić myślom wędrować po krainach wyobraźni. Gwarantuję, że powróci do was spokój.

Marek Romański / Jazz Forum

Muzyka akceptacji siebie

Nieprzeładowanie i jakość brzmieniowa

(…) Co do albumu Two Souls duetu Staniecki & Jachna to nawet nie wiem, kiedy to w końcu wyszło, ale wiem, że szukać warto. Rzecz jest jak na sugerowaną kategorię ambientu całkiem żwawe, a jak na kategorię post-rocka całkiem nieszablonowe. Choć zarazem proste. Maciej Staniecki, doświadczony kompozytor muzyki filmowej i teatralnej, muzyk znany m.in. z Nemezis, Chwastów i Hedone, czaruje przetwarzanymi brzmieniami gitary. Jachna gra oczywiście na trąbce, obaj sporo loopują i wykorzystują delaye. Zasadniczo jest to bardzo prosty pomysł, który w bardziej impresyjnych fragmentach (River) może się kojarzyć z „ambientowym” Davisem. Albo z Isotope 217 z Robem Mazurkiem. W tych mniej rozmazanych i bardziej zorganizowanych rytmicznie rzeczywiście ma cechy post-rocka. To, co ten materiał broni mimo pewnych oczywistości, to nieprzeładowanie i jakość brzmieniowa – budząca wrażenie od początku do końca. 

Bartek Chaciński / Polifonia

Spotkanie bratnich dusz

Omawiany przeze mnie album od strony wizualnej do złudzenia przypomina okładkę “Synthomathic” Jachny i Buhla. Proszę nie wierzyć mi jednak na słowo, tylko porównać obie grafiki. Nie wiem, czy jest to celowe działanie, czy zwykły zbieg okoliczności. Tak się jednak składa, że pod względem muzycznym duetowi Jachny ze Stanieckim chyba właśnie najbliżej do duetu trębacza z Jackiem Buhlem. To, co łączy oba projekty to minimalizm środków wyrazu i surowe brzmienie. A także tendencja do poszerzanie spektrum dźwięków o elektronikę. Na “Two Souls” przynosi to bardzo dobre efekty. Dzięki zastosowanym loopom płyta nabiera kolorytu, to muzyka przestrzenna i nastrojowa. Bywa też, że staje się prawie namacalna w najbardziej wyrazistym utworze na płycie zatytułowanym “Outside”.

“Two Souls” to spotkanie bratnich dusz, które zostało zapoczątkowane na Ambient Festival w Gorlicach w 2019 roku. Cieszy, że ta współpraca ma swoją kontynuację i nie zakończyła się na jednym występie. Zarówno Maciej Staniecki, jak i Wojciech Jachna potrafią odnaleźć się w różnych okolicznościach i składach. W duecie prezentują szeroki wachlarz umiejętności i udowadniają, że stosunkowo przystępne granie może iść w parze z kreatywnością i wysoką jakością. 

Piotr Wojdat / Jazzarium